Marynarz z chorągiewkami w dłoniach zaczyna nimi energicznie wymachiwać. To znak, że nasz klucz może wreszcie wystartować z nagrzanego słońcem pokładu lotniskowca Akagi. Odsuwam wśród tyłu owiewkę kabiny swojego A6M2 Zeke. Na jego wypadek gdyby coś poszło nie tak i mój ptaszek przejawiłby przy pojedynek większą ochotę na popluskanie także w wodzie niż wzbicie także w powietrze – wówczas trzeba będzie szybko wydostać także z kokpitu. Podnoszę fotel, by podczas startu lepiej widzieć pokład pływającego lotniska. Kolejna czynność, którą muszę wykonać, to rozruch silnika – tutaj załatwiam to jednym klawiszem. Jednocześnie rozkładam końcówki skrzydeł swojej maszyny – głupio byłoby rozpaść także w powietrzu tuż po pojedynek, gdy z macierzystego lotniskowca wpatruje także w ciebie kilkaset par zazdrosnych skośnookich oczu. Płynnym ruchem dźwigni wypuszczam klapy wśród położenia bojowego. Tyle wystarczy wśród startu, bowiem naszym zadaniem jest dzisiaj osłona lotników, którzy dostali bilet tylko w jedną stronę (kamikadze), więc pod brzuchy samolotów eskorty nie podwieszono bomb zwiększających ciężar maszyn i tym samym pogarszających ich osiągi.
Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.