Aktualnie drugi raz stykamy także z sytuacją, w jakiej odsłona rdzennie pecetowego cyklu pojawia także wyłącznie na jego konsolach. Po Modern Combat pojawia także długo wyczekiwane Bad Company, w którym twórcy próbują pokazać, iż idea trybu conquest i skupienie także na jego rozgrywkach wieloosobowych nie musi być domeną serii Battlefield. Piszę „próbują”, ponieważ skutek jest taki, iż multiplayer wprawdzie trzyma wysoki poziom, ale już kampania dla pojedynczego gracza woła o pomstę wśród nieba. Trailery prezentujące klimat misji single player obiecywały interesującą fabułę okraszoną wybornym humorem. I tak rzeczywiście jest. Historia zaczyna także w momencie, gdy animowany przez nas żołnierz, Preston Marlowe, trafia wśród kompanii B (zwanej także Bad Company), w jakiej armia skupia tęż awanturników stających co chwilę przed sądem wojskowym. Przeznaczeniem tych żołnierzy jest naturalnie iść na jego wojnę w charakterze mięsa armatniego. Preston zostaje przydzielony wśród drużyny składającej także z tęż ciekawych postaci – Haggarda (porywczy facet lubujący także w materiałach wybuchowych), Sweetwatera (typowy grzeczny chłopiec z amerykańskiego college’u) i sierżanta Redforda, starającego się, by wszystkie jego akcje zawsze trzymały także ustalonego planu.
Możesz zostawić komentarz lub wysłać sygnał trackback ze swojego bloga.